Mowa jest złotem

Jakiś czas temu przeczytałem książkę która zapadła mi w pamięci. Rok 1984 (G. Orwell) to fikcyjna opowieść o świecie, którego moglibyśmy stać się częścią. Autor opisuje w niej przyszłość naszej planety w sytuacji w której nowo powstałe prądy komunizmu opanowują świat. Dziś zajmę się jednak narzędziem jakim przedstawiciele tej ideologi chcieli się posłużyć by uniemożliwić ludziom bunt.
Wyobraźmy sobie, że przez chwilę jesteśmy zwierzęciem. Kotem, żyrafą czy dżdżownicą. Twoje życie jest spokojne. Z nieba czasem leje deszcz, ale na ogół zajmujemy się głównie zaspokajaniem swoich najważniejszych potrzeb biologicznych. Rozglądamy się do koła i wkrótce uznajemy, że przydałoby się coś zjeść. Nie pozostaje nic innego jak zapolować, lub podkraść komuś coś pysznego wprost z talerza. Przydało by się zapewnić sobie stałe źródło pożywienia by zyskać więcej czasu na zabawy z innymi członkami stada (jeśli wiecie co mam na myśli). Jak się jednak stało, że dwunożna istota zwana człowiekiem przekroczyła ten problem i zajęła się dążeniem do większych celów?
W książce o której mowa komuniści mieli odwrotny problem. Głowili się nad tym w jaki sposób zdławić niebezpieczną potrzebę dążenia do wolności i niezależności. Chcieli aby ludzie nie mieli możliwości do zbuntowania się przeciwko rządzącym. Dążyli do stworzenia społeczności, która nie będzie zdolna do podjęcia jakiegokolwiek działania, a nawet będzie tą potrzebę tłumić u współbraci.
Niezbędnym narzędziem w drodze do tego celu stała się mowa. Historia przedstawiona w książce pokazuje, że nawet zastraszania czy tyrania jakiej się dopuszczano nie jest w stanie doprowadzić do stłumienia tęsknoty za wolnością. Da się jednak ograniczyć możliwość rozmyślania i rozumienia o co w niej chodzi.
Kiedy człowiek wpadnie na jakiś pomysł natychmiast stara się go ubrać w słowa. Gdyby nie mowa, należałoby posłużyć się wyobrażeniami o danym problemie. Nie trzeba pewnie was długo przekonywać, ale już takie pojęcia jak miłość może być trudno wyobrażalne, nie mówiąc o czymś takim jak całka, czy bajt. Dużą rolę przy sposobie poznania odgrywa też możliwość komunikacji, choć jak na ironię przy złym podejściu może też zaszkodzić dorobkowi umysłowemu społeczeństwa.
Komuniści w książce Orwella wpadli na dość ciekawy pomysł związany właśnie z mową. Chcieli oni dostosować ją do własnych celów, tak, aby uniemożliwić ludziom bunt przeciw partii. Jakaż to by była wspaniała sytuacja, gdyby ludzie nie mieli słów, którymi mogliby skrytykować rządzących. Tak powstała mowa, która oprócz ograniczenia zbędnej ilości słów wprowadzała wyrażenia o podwójnym znaczeniu. W określeniu do partii miały znaczenie pozytywne, ale do opozycji już niekoniecznie.
Jeśli nie możecie sobie tego wyobrazić weźcie na warsztat słowo pies. Mówi się że to najlepszy przyjaciel człowieka, ale w odniesieniu do np. szefa może oznaczać osobę z która nie warto się zadawać. Dodajmy do tego brak innych określeń na szanowane i nieszanowane osoby i już mamy mowę, którą nie da się wyrazić innej opinii niż ta którą przewidzieli twórcy.
Martwi mnie jak w dzisiejszych czasach ludzie nie szanują mowy. Już sam brak wielu słów jest dla nas wielką stratą. Powiecie, że to synonimy, znaczą to sami i można bez nich żyć. Jeśli wie się co to znaczy niedźwiadek, po co jeszcze słowo miś. Po co używać jakieś archaizmy, które i tak mogą być zamienione innymi, prostymi słowami? Prawda jest jednak taką, że wiele słów różni się od siebie nieznacznie, ale te różnice wpływają na odbiór danego słowa. Możemy opisywać zjawiska tak aby oddać ich charakter. Szybkie zdarzenia opisywać seria krótkich słów, a przy ważniejszych opisach cieszyć się mnogością wielosylabowych wyrażeń. Niby nic nie znaczący dodatek, a jednak wszyscy śmieją się z Niemców, że ich motyl brzmi jak nazwa nowoczesnego czołgu.
Przykładem słowa które ma teraz inne znaczenie jest słowo członek (np partii), które niegdyś oznaczało po prostu część ciała. Mogło odnosić się do ręki czy nogi, przez co było neutralne dla określenia osoby. Dziś jednak znaczenie to przybrało inną formę i zaczyna kojarzyć się to słowo z konkretnym miejscem w naszym organizmie. Przez to zdanie: ‘Nie czuje swoich członków’ może wywołać uśmiech na twarzach nie jednego czytelnika. Prawdziwa literatura jest jednak w stanie poradzić sobie z problemem dosłowności i zmiana konkretnych słów nie jest w stanie popsuć znaczenia całego opowiadania.
Nie wiem czy wielu z Was zwraca uwagę na takie szczegóły, ale niektóre z książek mają to do siebie, że nie opisują wydarzeń jakie dzieją się wśród bohaterów, ale raczej skupiają się nad otoczeniem dzięki czemu bardziej czujemy się jak świadek wydarzeń niż jak zwykły słuchacz opowieści.
W ten sposób autor nie przedstawia nam osoby wchodzącej do pomieszczenia, ale opisuje promyk słońca wchodzącego do odmiennego otworu i odbywającego się od młodzieńczej piersi młodej niewiasty, co z pewnością byłoby prędzej zauważone.
Tym właśnie sposobem chciałbym was uczuli na nasz język, który jest jednym z piękniejszych narzędzi jakie dał nam Bóg i powinniśmy o niego dbać i go rozwijać, a także pilnować by nie stracić z niego tego co najpiękniejsze.